Wiktor Pleśnierowicz: Wciąż puszczam sobie przyśpiewki kibiców Romy

Wiktor Pleśnierowicz kwi 02, 2022

Latem 2019 roku Wiktor Pleśnierowicz trafił na roczne wypożyczenie z rezerw Lecha Poznań do Primavery Romy. 21-latek obecnie jest piłkarzem Warty Poznań. Wiktor opowiedział o okresie spędzonym w Wiecznym Mieście.

Marcin Ostrowski: Przechodziłeś do Romy chwilę po awansie z rezerwami Lecha z III do II Ligi. To nietypowy ruch dla młodych zawodników z Polski, bo raczej są to transfery wewnątrz kraju, a Ty zdecydowałeś się przejść za granicę. Jak ten temat powstał i czy miałeś jakieś wątpliwości?

Wiktor Pleśnierowicz: Pamiętam, że po treningu zszedłem do szatni, spojrzałem w telefon i tam był SMS od mojego agenta, żebym pilnie zadzwonił. Niczego się nie spodziewałem, ponieważ wcześniej zadecydowaliśmy, że zostajemy w Lechu i tu walczymy o granie. Powiedział mi, że jest temat wypożyczenia do Romy i zapytał, co o tym myślę. Bez zawahania powiedziałem, że chce spróbować i on później zaczął działać. Rozmowy trwały parę dni i kluby w końcu doszły do porozumienia.

MO: Czy masz wiedzę w jaki sposób Cię wypatrzyli? Przyznasz, że 3. Liga w Polsce to dość nietypowy grunt dla klubu mającego duże cele we Włoszech.

WP: Nie mam dokładnej wiedzy, ale wydaje mi się, że wpływ na to miały kadry młodzieżowe. Myślę, że przez te mecze zostałem zapisany w notesach.

MO: Przeprowadziłeś się sam czy pojechał z Tobą ktoś z rodziny?

WP: Sam. Na początku było trochę ciężko, bo jadąc do Włoch nie kojarzyłem żadnych słów. Wiadomo, że pobrałem sobie aplikacje i próbowałem nauczyć się podstaw. Początek był ciężki, ale zostałem fajnie przyjęty i chłopacy chcieli mi od początku pomagać. Byłem zaskoczony, że są dla mnie aż tak bardzo życzliwi. Samo życie? Chyba nie ma przyjemniejszego kraju do życia niż Włochy. Pogada praktycznie cały rok fajna, bardzo ciepło, jedzenie i styl życia bardzo przyjemny.

MO: Mieszkałeś w samym Rzymie czy gdzieś na obrzeżach?

WP: Byłem w internacie dla chłopaków, w bazie treningowej w Trigorii, pod Rzymem. W sumie taksówkami lub metrem dojazd do centrum zajmował pół godziny.

MO: Trigoria jest spokojniejszym miejscem niż Rzym, więc na pewno łatwiej było się skoncentrować na graniu?

WP: Tak. Tym bardziej, że reguły mieszkania w internacie były dosyć ostre i wszyscy chłopacy, którzy tam mieszkali, mogli się w stu procentach skupić na piłce. Szkoła była w samym centrum treningowym, więc nigdzie nie trzeba było dojeżdżać. Chodziłem do włoskiej szkoły, bo ludzie w kierownictwie twierdzili, że szybciej złapię język i zacznę go rozumieć.

MO: Jak wspominasz grę przeciwko włoskim napastnikom? Czy któryś z nich Ci zapadł w pamięć?

WP: Większość drużyn grała raczej „dziewiątkami”, wysokimi, silnymi, na utrzymanie piłki, ale szczególnie w pamięć zapadali mi skrzydłowi, bo tam był wiatrak. Jak brali piłkę i jechali z obrońcami to było zawsze niebezpiecznie. Nie zapadła mi żadna „dziewiątka” w pamięć, ale u nas w Romie było parę nazwisk, które grają do teraz.

MO: No właśnie, gdybym zapytał Cię o zawodników Romy, którzy zrobili na Tobie najlepsze wrażenie?

WP: W tamtym momencie na pewno Nicola Zalewski, który teraz zaczął grać. Wtedy już było widać, że ma umiejętności i że może grać w piłkę na wysokim poziomie. Był Ludovico D’Orazio, też skrzydłowy, który miał mega manianęw nogach, był Riccardo Calafiori, mega lewy obrońca.

MO: Był jeszcze taki Alessio Riccardi, którego w pewnym momencie nazywali „młodym Tottim”, ale coś mu ta kariera nie poszła, tak jak powinna. Też robił takie wrażenie?

WP: Też. Ja cały czas to sobie śledzę, mam kontakt z chłopakami, wymieniamy się wiadomościami z niektórymi, to się zastanawiam, co się z nim dzieje. Widziałem, że był w Pescarze na wypożyczeniu, ale nie grał za dużo i chyba wrócił.

MO: Też fajna rzecz, że nadal trzymasz z nimi kontakt. Właśnie miałem Cię o to zapytać. Czyli te więzi jednak zostały, mimo tego, że to był tylko rok?

WP: Tak, tak. Wymieniamy się z chłopakami wiadomościami. Oni próbują pisać do mnie po angielsku, a ja staram się, czasem z tłumaczem, czasem nie, odpisywać po włosku. Kontakt cały czas mamy.

MO: Jednym z meczów, w których zagrałeś były młodzieżowe Derby Rzymu. Chciałbym się dowiedzieć, czy ich atmosfera też jest taka napięta jak w piłce seniorskiej, bo tam zawsze jest walka na żyletki i o rządzenie w mieście. Też było czuć taką napinkę?

WP: Nie chcę powiedzieć, że ten mecz jest ważniejszy od innych, ale każdy miał odczucie, że po prostu trzeba wygrać. Każdy czuł, że porażka zaboli. Akurat wtedy przegraliśmy i po końcowym gwizdku smutek w szatni był duży i złość sportowa była trzy razy mocniejsza. Atmosfera tego meczu była odczuwalna w całym tygodniu przygotowawczym.

MO: Chciałbym Cię zapytać o jeszcze jedno nazwisko. Do Romy trafił taki Francuz, środkowy obrońca, William Bianda. On przechodził za grube pieniądze jak na zespół młodzieżowy, dwucyfrowa kwota, i nie zdążył zadebiutować w pierwszej drużynie, a ludzie mieli spore oczekiwania. Co możesz o nim powiedzieć?

WP: W treningach i meczach było widać bardzo dużą jakość. Jak przychodziłem był po wyleczonym urazie i zaczynał wchodzić do drużyny, a jak już złapał formę to bardzo dużo dawał zespołowi. Wiem, że teraz odchodził gdzieś na wypożyczenie (do AS Nancy przyp. red.), więc nie powiedziane, że nie wróci do Romy. Jedyne co mogę powiedzieć, że mega dobry piłkarz.

MO: Zapytam Cię jeszcze o trenera Primavery, Alberto De Rossiego, ojca Daniele, bo jest legendą sektora młodzieżowego. Pracuje kilkanaście lat w tym klubie. Jakim jest człowiekiem?

WP: Generalnie jest to bardzo dobra i życzliwa osoba. Poza treningami był cały czas uśmiechnięty, żartował z nami, skracał dystans. Na treningach wiadomo, że kiedy przychodziła praca, to pracowaliśmy ciężko i wtedy nie było czasu na żarty, ale jako trenera oceniam bardzo dobrze. Czuć było, że zna tę ligę, potrafił nas ustawić i trenował typowo pod zwycięstwa. Tak jak mówisz, legenda sektora młodzieżowego i całego klubu. Jest starszym szkoleniowcem. Były takie słuchy, że po zakończeniu sezonu, w którym byłem (2019/20) ma już kończyć trenerkę i rozmawialiśmy z chłopakami, że ciekawe, kto przyjdzie, a trener De Rossi jest do dzisiaj i bardzo fajne wyniki cały czas osiąga.

MO: Teraz Primavera jest liderem ligi, także może ma szanse na podniesienie jakiegoś trofeum na koniec sezonu, chociaż wiemy, że Primavera ma specyficzny układ rozgrywek i tam są play-offy. Cały sezon możesz grać dobrze, a zawalisz jeden mecz i Cię nie ma w tych rozgrywkach.

WP: Dokładnie tak.

MO: Jak jesteśmy przy Alberto De Rossim. Miałeś przyjemność poznać Daniele i Francesco Tottiego?

WP: Daniele parę razy był na naszych treningach i zawsze podszedł się przywitać, z Francesco Tottim miałem okazję raz. To było w Trigorii i jak widział, że młodzi zawodnicy przechodzą to też się przywitał i tyle. To była jedna taka sytuacja, ale było czuć, że to jest „bóg” w Romie i wielka osoba dla klubu.

MO: A jak wspominasz treningi z pierwszą drużyną, bo był taki okres, że trenowałeś z tymi najlepszymi zawodnikami?

WP: Na pewno było to dla mnie coś wyjątkowego. Mega doświadczenie wyciągnięte, bardzo mi się podobało to, że chłopacy wiedzieli, jak mam na imię i od razu w treningach taktycznych bardzo dużo mi podpowiadali. Zwracali uwagę na szczegóły i to było fajne, że nie brali nikogo z Primavery w kontekście „on jest po prostu jako uzupełnienie”, tylko chcieli, żebyśmy my też coś z tego wyciągali.

MO: Kto zrobił na Tobie największe wrażenie z pierwszej drużyny? Wiesz, mecze można sobie oglądać, ale treningi też mówią dużo.

WP: Edin Dżeko i Aleksandar Kolarov. To, co mi się u nich podobało, to podejście do treningu. W czasie treningu była przerwa na picie i trochę się rozluźniła atmosfera. Były żarty i śmiechy, ale później zaczynało się ćwiczenie i oni wzięli wszystko w swoje ręce i zaczęli krzyczeć, że koniec śmiechów, zaczynamy pracę na serio i się skupcie. To było fajne, wcześniej się z tym nie spotkałem, żeby ktoś tak do tego podchodził. Poza nimi na pewno Nicolo Zaniolo, Javier Pastore w treningu wyglądał naprawdę bardzo fajnie. Miło się patrzyło na to, co robi z piłką. Justin Kluivert i Cengiz Under. On też potrafił przymierzyć po „okienkach”. Z tych ofensywnych chyba tyle.

MO: Na treningach byłeś ustawiony właśnie na Edina Dżeko?

WP: Tak, często tak było, bo on na treningach był w pierwszym składzie i grali na nas, czyli drugi skład.

MO: Na pewno była to dla Ciebie wyjątkowa lekcja?

WP: Oj tak, nawet w treningu ciężko się na niego grało, bo warunki fizyczne, jakie ma, też mu bardzo pomagają, do tego umiejętności. Moim zdaniem jeden z lepszych napastników, jeśli chodzi o Europę.

MO: Powiedz mi, może teraz trochę mniej przyjemnie, bo Roma miała opcję wykupu, czego Twoim zdaniem zabrakło?

WP: Na moją niekorzyść, wybuchł covid, który trochę skrócił mój sezon. Jak wróciłem do Polski zadzwonił do mnie dyrektor De Sanctis i poinformował mnie, że nie skorzystają z opcji wykupu. Wydaje mi się, że [kwota] była też trochę za duża.

MO: Zdradzisz?

WP: Nie wiem, czy mogę. Nie chce o tym mówić. Przy covidzie klub też miał problemy finansowe. Był wtedy temat zmiany właścicieli i taki usłyszałem powód. Aczkolwiek tak teraz analizując, z perspektywy czasu… nie chcę powiedzieć, że nie chciałbym tam zostać… później przez tego covida Primavera stała, oni nie grali tych meczów i bardzo długo była pauza. Ja wróciłem do Polski, poszedłem do 1. Ligi do Miedzi Legnica, gdzie spędziłem dobry sezon i to zaowocowało transferem do Ekstraklasy do Warty Poznań.

MO: Czyli odchodząc od covida, chciałbyś zostać we Włoszech?

WP: Wydaje mi się, że tak.

MO: I to jest teraz Twój cel, żeby zostać złowionym przez któryś z zespołów, już w seniorach?

WP: Na pewno to jest kierunek, o którym myślę, aczkolwiek na razie wracam po ciężkiej kontuzji i muszę się skupić na tym, co tu i teraz, żeby się odbudować i zacząć grać na naszym polskim podwórku. Później dopiero będę myślał, co dalej. Niestety, piłka nożna jest brutalna i nie ma co za bardzo wybiegać do przodu. Skupiam się na tym, co tu i teraz.

MO: Gdy byłeś zawodnikiem Romy zdarzało Ci się chodzić na mecze pierwszej drużyny na Stadio Olimpico?

WP: Tak, zdarzało mi się.

MO: Jak oceniasz atmosferę?

WP: Bardzo fajna. Wiadomo, że się różni od polskiej atmosfery, aczkolwiek bardzo mi się podobało, że gdy zbliżały się derby pierwszej drużyny z Lazio, to nie było tak, że ci kibice mogli się pozabijać na mieście. Wiadomo, że nie przepadają za sobą, aczkolwiek nie ma brutalności w tym wszystkim. Do dzisiaj gdy mam taki nastrój, puszczam sobie przyśpiewki kibiców Romy. To naprawdę wpada w ucho i fajny nastrój się przy tym tworzy.

MO: Hymn też piękny, co?

WP: Tak. Hymnu się uczyłem, bo u nas w Primaverze przed meczami przy wyjściu leciał i fajnie było znać po prostu słowa.

MO: Jestem ciekawy jeszcze jednej kwestii, bo wiadomo, że Włochy żyją piłką bardzo mocno i praktycznie jest ona widoczna na każdym kroku. Czy Tobie zdarzyło się na mieście być zaczepionym przez kibiców?

WP: Nie, ale pamiętam jak byli u mnie rodzice i poszliśmy do restauracji. Do naszego stolika podszedł właściciel i zapytał skąd jesteśmy i co tu robimy. Powiedziałem, że gram tu w piłkę. Spytał się w jakim klubie. Odpowiedziałem, że w Romie, a on powiedział, że szkoda, bo jest kibicem Lazio. Spytałem w żartach czy mam wyjść i się zaczął śmiać. Powiedział, że zostaniemy ugoszczeni tak, jakbym grał w Lazio. To też była fajna sytuacja. W Rzymie jest zdrowa rywalizacja, nie tak, jak u nas, w Krakowie czy Łodzi. Nie mówię, że nie ma takich incydentów, aczkolwiek ja się spotkałem na mieście z kilkoma fajnymi sytuacjami.

MO: Wspominałeś o Nikoli Zalewskim, że robił na Tobie duże wrażenie piłkarsko, ale ja jestem ciekawy, bo Nicola gra w kadrze reprezentacji Polski, czy Cię dopytywał o nasz kraj i czy mieliście rozmowy na ten temat?

WP: Nie musiał mnie dopytywać o takie rzeczy. Miałem okazję poznać jego świętej pamięci tatę i było widać, że Polska jest dla nich ważna i czuć było polskość. Myślę, że Nicola z domu wiedział bardzo dużo, więc o te aspekty nie musiał mnie dopytywać.

MO: Przypuszczałeś, że będzie grał na lewym wahadle?

WP: Nie, nie. W Primaverze graliśmy na czwórkę z tyłu. On był skrzydłowym czy parę meczów na „dziesiątce”, ale o lewym wahadle bym nie pomyślał.

MO: No właśnie ja też się zdziwiłem.

WP: Tak, tym bardziej, że jego noga wiodąca to prawa, nie miał problemu z lewą, ale wiadomo, jak jest.

MO: Dziękuje bardzo za poświęcony czas

WP: Dzięki. Dzięki, że mogłem sobie o tym wszystkim przypomnieć.

Marcin Ostrowski

Pasjonat włoskiej piłki. Kibic Romy. Fanatyk unikatowych piłkarzy. Radja Nainggolan & Nicola Zalewski hype train

Great! You've successfully subscribed.
Great! Next, complete checkout for full access.
Welcome back! You've successfully signed in.
Success! Your account is fully activated, you now have access to all content.