Z nim święta w Udine trwały cały rok!

Charakterystyka paź 11, 2021

Od kilku sezonów ciężko ogląda się mecze Udinese. Drużyna murująca bramkę, fizyczna, która wydawać by się mogło, że zadowala się bezbramkowym remisem. Jej mecze często bywają nudne. Jednak był taki czas, w którym ekipa z Udine nie tylko zachwycała swoją grą, ale także walczyła nie o spadek, a o europejskie puchary, kilkukrotnie tam grając. Wiele z tych sukcesów ekipa z Friuli zawdzięcza bohaterowi tego tekstu – Antonio di Natale.

Gdy spojrzysz na najlepszych strzelców we Włoszech, to zobaczysz tam takie nazwiska jak Piola, Totti, Nordahl, Altafini czy Meazza. Każdy z nich grał w którymś z topowych klubów, takich jak Juventus, Lazio, Pro Vercelli, Roma, Inter, Milan czy Napoli. Wśród takich głośnych nazwisk i tak silnych klubów, znajduje się niski wzrostem, ale wielki sercem Antonio Di Natale. Piłkarz, który swoje 209 bramek zdobył w Empoli i Udinese.

Miłość do piłki kwitła w nim za sprawą Diego Maradony, ale nikogo to nie powinno dziwić, w końcu Toto urodził się w Neapolu w 1977 roku, więc dorastał oglądając Argentyńczyka z bliska, próbując powtarzać ruchy i zagrania boskiego Diego. Jednak Napoli nie było Toto pisane. Di Natale szkolił swoje piłkarskie umiejętności w Castello di Cisterna, który był klubem filialnym Empoli. Radził sobie tam tak dobrze, że klub z Toskanii sięgnął po Antonio, gdy ten miał trzynaście lat.

W zespołach młodzieżowych popisywał się świetnymi występami, w których błyszczał techniką i umiejętnościami indywidualnymi. To dzięki nim, dostał szansę na debiut w seniorskiej drużynie w wieku dziewiętnastu lat. Był to mecz między Empoli i Cremonese, w ramach dziewiętnastej kolejki Serie B. W tamtym sezonie drużyna z Toskanii awansowała do Serie A, więc młody napastnik został wypożyczony. Najpierw do Iperzoli (Serie C2, 33 występy i 6 bramek), potem do Varese w Serie C1 (4 występy i 0 bramek w 3 miesiące) żeby ostatecznie skończyć sezon 98-99 w Viareggio (Serie C2), gdzie w 25 występach, strzelił 12 goli.

Po dwóch latach spędzonych na wypożyczeniach, Di Natale powrócił do Empoli, walcząc wraz z Azzurrimi o awans do Serie A. Ta sztuka udała im się w sezonie 2001/2002, w którym Toto strzelił szesnaście goli. Przygoda klubu z Toskanii w najwyższej klasie rozgrywkowej trwała dwa lata, w pierwszym roku Antonio zadebiutował z Como, dostał powołanie do kadry narodowej i strzelił trzynaście goli, co mocno pomogło w utrzymaniu. Niestety, w kolejnym tych bramek było zaledwie pięć i klub pożegnał się z Serie A. Klub tak, ale nie Di Natale, który latem przeniósł się do Udinese.

Jak to się stało, że napastnik, który w spadkowiczu strzelił zaledwie pięć bramek, trafił do zespołu, który miał grać w europejskich pucharach? Można by rzec, że po starej znajomości, ponieważ transfer Toto polecił władzom ówczesny trener bianco-nerich - Luciano Spalletti, ten sam, który z Di Natale pracował w Empoli i ten sam, który pozwolił mu zadebiutować w seniorskiej piłce. Za pakiet zaufania jaki dostał, Antonio odpłacił w najlepszy możliwy sposób. I nie chodzi o sam fakt tego, że grał fantastycznie i zdobywał dużo goli, ale o to, co zrobił, a właściwie czego odmówił zrobić w 2010 roku. Toto, po tym jak został królem strzelców Serie A w sezonie 09/10 z 29 bramkami na koncie, powiedział Starej Damie: “Dziękuję, ale ja tu zostaję”. Tak, król strzelców, występujący w klubie, który zajął w tamtym sezonie 15 miejsce, odmówił utytułowanemu rywalowi, który budował od nowa swoją markę we Włoszech.

Tym samym Antonio zaskarbił sobie jeszcze większą sympatię wśród kibiców i dodatkowo, w następnym sezonie został królem strzelców kolejny raz (wcześniej zostając wybranym najlepszym piłkarzem we Włoszech za rok 2010), strzelając gola mniej, ale tym razem zapewniając swojemu zespołowi czwarte miejsce w lidze. W kolejnych sezonach Toto dostał opaskę kapitana a Udinese zajmowało trzecią i ponownie czwartą lokatę, ale w klubie zaczęły się wyprzedaże, a i Di Natale miał swój wiek, co spowodowało spadek formy. Sam zainteresowany chciał kończyć karierę już po sezonie 14/15, w którym strzelił 14 goli i zaliczył 7 asyst, ale kibice wyprosili go o jeszcze jeden sezon. Ten już był słaby, Toto łapały kontuzje, nie robił liczb i mimo ponownych próśb kibiców o ten jeszcze jeden, ostatni sezon, Antonio odwiesił buty na kołek, po jedenastu latach spędzonych w Udinese. Jego liczby robią wrażenie, 445 występów, 227 bramek i 66 asyst we wszystkich rozgrywkach a w sezonie 2005/2006 Antonio Di Natale strzelał bramki w Serie A, Pucharze Włoch, Lidze Mistrzów i Pucharze UEFA.

Fot. Grzegorz Jereczek

Jeśli chodzi o reprezentację Italii, to już historia nie była aż tak kolorowa dla włoskiego napastnika. Co prawda zadebiutował już w 2002 roku i wystąpił w dwóch meczach w 2003, ale to były spotkania towarzyskie. Do kadry wrócił w 2006 roku po mundialu i wystąpił w większości meczów eliminacji do Mistrzostw Europy. Na samym turnieju w 2008 roku zagrał tylko w dwóch z czterech meczów. Po tym turnieju grał w eliminacjach do Mistrzostw Świata i na turnieju w RPA. Po którym pożegnał się z kadrą aż na dwa lata, wrócił do niej dopiero na Mistrzostwa Europy rozgrywane w Polsce i na Ukrainie. Na tym turnieju podobnie jak w RPA zdobył jedną jedyną bramkę i grając w pięciu na sześć spotkań. Co ciekawe, Di Natale w meczach eliminacyjnych zdobył łącznie cztery gole, po dwa w wygrywanych 2-1 przez Włochów meczach wyjazdowych. Ostatecznie bilans w reprezentacji Antonio to 42 spotkania, 11 bramek i 5 asyst (wliczając mecze towarzyskie).

Po karierze piłkarskiej Di Natale zrobił sobie chwilę przerwy od piłki nożnej i zajmował się rodziną, między innymi dwójką swoich dzieci. Do piłki wrócił jako trener i aktualnie jest szkoleniowcem trzecioligowego Carrarese.

Michał Ratuszniak

Kibic Romy od dziecięcych lat. Pasją do włoskiej piłki zaraził mnie Tata, teraz ja zarażę was.

Great! You've successfully subscribed.
Great! Next, complete checkout for full access.
Welcome back! You've successfully signed in.
Success! Your account is fully activated, you now have access to all content.