Pechowy żywot Stefano

Historia cze 27, 2020

Piłkarz, który we Florencji wraz z Roberto Baggio tworzył znakomity duet zwany B2. Zniszczony przez kontuzje niczym Marco Reus i dążący do doskonałości niczym Cristiano Ronaldo. Niespełniony talent włoskich boisk - Stefano Borgonovo zmarł dokładnie 7 lat temu. Dzisiaj czas na przytoczenie jego historii.

Stefano Borgonovo w młodości (fot. Associazione Luca Coscioni)


Kariera piłkarska
Borgogol, jak mawiali o nim we Florencji, urodził się w znajdującym się w Lombardii Giussano, które dopiero za jego życia stało się miastem. Karierę piłkarską rozpoczął w pobliskim Como w wieku siedemnastu lat, gdzie zadebiutował od razu na poziomie Serie A.  Sezon 1984/85 okazał się jego przełamaniem we włoskim futbolu, strzelając 13 bramek na poziomie Serie B w klubie Sambenedettese. Po powrocie do miasta znad słynnego jeziora, strzelił 10 goli w Serie A i dzięki temu powędrował do wielkiego AC Milanu Silvio Berlusconiego, który dopiero co tworzył potęgę klubu z Via Aldo Rossi.

W Mediolanie na dłuższą metę nigdy nie odegrał ważnej roli. W samym klubie z San Siro rozegrał raptem 22 spotkania i strzelił 6 goli – jeden z nich zdobył w rewanżowym półfinale Pucharu Europy w 1990 roku z Bayernem Monachium, który dał awans do finału. W pierwszym meczu natomiast po faulu w polu karnym na jego osobie, jedyną bramkę strzelił legendarny Marco van Basten. Borgonovo w finale na legendarnym Praterze nie zagrał ani minuty, spędziwszy 90 minut na ławce. Zdobył on jednak najważniejsze klubowe trofeum  – Puchar Europy. Co prawda Milan zdobył w tamtym sezonie także Puchar Interkontynentalny oraz Superpuchar Europy, ale Borgonovo był wtedy kontuzjowany, więc nie miał okazji poczuć się faktycznym członkiem tamtych zwycięskich ekip.

'L'uomo di Monaco'' - człowiek, który golem na Olympiastadion dał Milanowi finał PE 1990 (fot. magliarossonera.it)

W drodze po tytuł w Europie zagrał zaledwie 212 minut w 5 meczach. Wbrew pozorom, zdrowy Stefano był kluczowym elementem układanki Arrigo Sacchiego w tamtym sezonie. W lidze raptem 13 spotkań na jego koncie skończyło się dwoma golami. Kontuzja kolana odniesiona jesienią 1989 nie pomogła w walce o pierwszy skład z Marco van Bastenem. Borgonovo strzelił gola zarówno w pierwszej, jak i ostatniej kolejce sezonu, a Milan został wicemistrzem kraju. Mistrzem zostało Napoli, które do dzisiaj czeka na kolejny tytuł. Główną rolę odgrywał w Mediolanie holenderski tercet Rijkaard- Gullit- van Basten. Spędził on więcej czasu na wypożyczeniach niż w Mediolanie - łącznie 3 sezony w Como i Florencji.

W międzyczasie rozegrał też 3 spotkania w kadrze Włoch. Co ciekawe – wszystkie w ciągu miesiąca i nigdy więcej już do kadry nie wrócił.

Po opuszczeniu Mediolanu, Borgonovo zakotwiczył we Florencji, którą opuścił po dwóch sezonach gry. Następnie przyszedł sezon 1992/93, który spędził w Pescarze. Był to najbardziej regularny sezon pod względem ilości pełnowymiarowych występów Włocha – były aż 22 takie mecze (z 29 meczów ligowych, w których był w kadrze meczowej).

Pół roku w Udinese było powolnym schyłkiem jego kariery. 5 bramek w 12 meczach ligowych pokazało, że nadal ‘to ma’, lecz sezon 1994/95 spędził już w Brescii, gdzie nie strzelił ani razu. Ostatni sezon – ponownie w Udinese – nie podwyższył już dorobku bramkowego, który zatrzymał się na 47 bramkach w Serie A. Borgonovo po raz ostatni wybiegł na boisko 3 marca 1996 w meczu z Torino i był to dla niego mecz numer 204 na najwyższym poziomie.

Jego ostatnie dwa sezony to zdrowotne deja vu – w kółko powtarzające się przerwy spowodowane kontuzjami. Rozegrał zaledwie 21 spotkań ligowych na 68 możliwych. Tylko pięć z nich zagrał w pełnym wymiarze. W wieku 32 lat zakończył przedwcześnie swoją przepełnioną urazami karierę piłkarską.

Borgonovo i Baggio znowu razem. Mecz pożegnalny tego pierwszego w październiku 2008 roku (fot. Giornalettismo)

Styl gry i charakter
Stefano był boiskowym pedantem. Jego osobowość w pełni oddawała boiskowy charakter – zawsze dawał z siebie 120 procent, wypominał każdy błąd swoim kompanom. Mimo wielkiego blichtru wokół jego przyjaciela z Fiorentiny, on cierpliwie czekał na szansę, gdyż był pewien, że ona i tak nadejdzie. Azeglio Vicini, selekcjoner Squadra Azzurra, mówiąc o wyczynie Stefano w towarzyskim meczu z młodzieżówką Varese myślał, że ma on jakiś ukryty radar na bramki. W ciągu 36 minut gry ustrzelił on wtedy hattricka i dołożył strzał, który wylądował na słupku. Był on wysokim i silnym aczkolwiek szczuplutkim piłkarzem. Jego boiskowy kolega z Mediolanu, Carlo Ancelotti w swojej biografii nazwał go ‘lisem pola karnego, który nie był zbyt szybkim, ale za to bardzo mądrym piłkarzem’. Miał niebywały instynkt strzelecki

Przyjaźń z Roberto Baggio
Stefano trafił na wypożyczenie do Fiorentiny, gdzie stworzył zabójczy ofensywny duet z Boskim Kucykiem – Roberto Baggio. W lecie 1988 obaj byli postrzegani jako młode gwiazdy, które już swoje przeszły. Była to jednak boiskowa miłość od pierwszego wejrzenia – ‘zaklikało’ od razu. Borgonovo zakończył sezon z 16 bramkami we wszystkich rozgrywkach, co okazało się jego najlepszym w karierze sezonem. Na boisku i poza nim rozumieli się bez słów. Wtedy jednak w lecie 1989, przypomniał o sobie Silvio Berlusconi, który chciał Stefano z powrotem w Mediolanie.

Roberto Baggio podczas spotkania ze swoim przyjacielem (fot. Omega)

Borgonovo wielokrotnie pokazywał klasę poza boiskiem mówiąc, że bez Baggio nie byłoby to możliwe. Duet piłkarzy nazywany był B2 (Borgonovo żartował, że jest B1, bo był starszy od Roberto). Duet Baggio-Borgonovo funkcjonował zaledwie rok, ale zapisał się zarówno w historii, jak i pamięci kibiców klubu z Florencji. Łącznie zdobyli oni 29 bramek ligowych – pozostali piłkarze razem szesnaście. W lutym 1989 roku niemal w pojedynkę pokonali niepokonany dotychczas w lidze Inter 4:3. Borgonovo w ostatnich 20 minutach ustrzelił doppiettę, a Baggio w pierwszej połowie wyrównał stan meczu na 1:1.

W lecie 1990, gdy Borgonovo odszedł z Milanu, liczył na ponowne chwile chwały w duecie z Roberto. Ten jednak po kapitalnym Mundialu na ojczystej ziemi odszedł do znienawidzonego we Florencji Juventusu za kwotę 8 milionów funtów, która była rekordem świata, otrzymując przy okazji numer 10 noszony wcześniej przez Michela Platiniego. Stefano w drugim podejściu we Florencji nie radził sobie z kolei już tak dobrze. Kolejne kontuzje nie pomogły mu w powrocie do formy z przeszłości, do której finalnie już nigdy nie wrócił.

Przyjaźń została jednak do końca dni Stefano. Na dowód tej relacji: Ma miejsce prezentacja biografii Roberto, którą Stefano śledził przez Skype'a. Wtem nagle Borgonovo powiedział do RB:

Kocham Cię, Roby!

Baggio rozpłakał się jak bóbr słysząc te słowa.

Stefano Borgonovo w koszulce Milanu (fot. Pinterest)

Wyrok śmierci – choroba
Stefano w 2005 porzucił pracę z młodzieżą z klubu Como ze względu na problemy ze zdrowiem. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. We wrześniu 2008 roku usłyszał – ‘Cierpi pan na chorobę Lou Gehriga’. Choroba ta polega na stopniowym zaniku mięśni w ciele człowieka, a następnie kompletnym paraliżu jego ciała. Do dzisiaj jest ona nieuleczalna, można jedynie na krótki czas spowolnić jej objawy. Sześć lat wcześniej na tę samą chorobę zmarł w cierpieniach Gianluca Signorini, kapitan Genoi, na którego cześć w klubie pośmiertnie zastrzeżono numer sześć.

Miesiąc później, w październiku 2008 roku, we Florencji rozegrano pożegnalny mecz Borgonovo; zorganizowały go jego dwa byłe kluby – Fiorentina i Milan. Stefano przybył na mecz, mimo poważnego stanu zdrowia. Wraz z nim na meczu był stary kumpel, współczłonek duetu B2 – Roberto Baggio, a w meczu wzięły udział legendy obu klubów. Mecz rozegrany pod nazwą ‘Everyone for Stefano’ miał też na celu zwiększyć świadomość na temat choroby piłkarza, który podczas samego meczu wykazywał się ogromną dawką pozytywnej energii.

Z czasem, Borgonovo zaczął porozumiewać się ze światem jedynie za pomocą syntezatora mowy, gdyż sam nie był już w stanie mówić samodzielnie. Za pomocą komputera obsługiwanego wzrokiem, udało mu się napisać swoją biografię ‘Attacante nato’ (w tłum. na język polski - Urodzony napastnik).
W 2013, mimo swojego złego stanu zdrowia, dołączył do FIFY w walce przeciwko dopingowi.

Stefano i jego żona, Chantal Borgonovo (fot. Viola Presses)

Stefano Borgonovo zmarł 27 czerwca 2013 roku po południu w wieku zaledwie 49 lat. Wtedy też grali jego rodacy – konkretnie półfinał Pucharu Konfederacji, gdzie rywalem była kadra Hiszpanii. Piłkarze Squadra Azzurra wystąpili w tym meczu w czarnych opaskach na znak żałoby po piłkarzu, a przed spotkaniem odbyła się minuta ciszy. Pogrzeb odbył się 1 lipca w rodzinnym Giussano. Pozostawił po sobie żonę Chantal oraz czwórkę dzieci – Andreę, Alessandrę, Benedettę oraz Gaię. Wdowa po zmarłym piłkarzu, na prośbę Carlo Ancelottiego została zaproszona przez Cristiano Ronaldo na finał Euro 2016 w Paryżu.

Stefano Borgonovo był wielkim talentem, który został wykończony notorycznymi urazami. Na boisku los go nie oszczędzał, to samo było z życiem pozapiłkarskim. Cześć jego pamięci.

Niech ten tekst będzie refleksją na przyszłość, że warto doceniać każdą pozytywną chwilę z życia, gdyż tak szybko życie może zmienić się w koszmar.


Marcin Ziółkowski

Obywatel polski, mental włoski. Polak z urodzenia, Włoch z duszy. Miłośnik Zdenka Zemana, ale tego z czasów Foggii.

Great! You've successfully subscribed.
Great! Next, complete checkout for full access.
Welcome back! You've successfully signed in.
Success! Your account is fully activated, you now have access to all content.