Dlaczego zawsze on? Piłkarska sinusoida (nie?)Super Mario.

Biografia maj 01, 2020

Pierwsza myśl jaka rodzi się w głowach kibiców po usłyszeniu „Balotelli”, bywa różna. Jedni od razu przypomną sobie wszystkie grzechy piłkarza Brescii, inni zaś jego fantastyczne bramki. Będą też tacy, nie ma co się dziwić, którzy pomyślą o rasizmie, z którym Mario tak dzielnie walczy. Łatwo da się zauważyć, że piłkarz budzi skrajne emocje, niezależnie od nich, chciałbym was zaprosić do jego świata. Przed wami Mario Balotelli i jego historia.

Jest dwunasty sierpnia, w Palermo na świat przychodzi Mario B…Barwuah; syn Thomasa i Rose Barwuah, którzy imigrowali do Włoch z Ghany. W pierwszych miesiącach życia noworodek ma problemy z jelitami, które zostają zażegnane operacjami. Dwa lata później rodzina Barwuah przeprowadza się do Brescii, w celu znalezienia lepszej pracy. Na początku jednak znajdują tylko miejsce w schronisku i otrzymują propozycję od opieki społecznej, oddanie małego Mario do innego małżeństwa. Zająć się nim mieli Franco i Silvia Balotelli. Początkowo chłopczyk miał odwiedziny u swoich biologicznych rodziców w weekendy, ale ostatecznie został na stałe w domu Balotellich, a jego rodzice stracili nim zainteresowanie. Odzyskując je dopiero wtedy, gdy Mario stał się popularny.

Zanim do tego doszło, chłopak stawiał pierwsze kroki w lokalnych drużynach, a jego pierwszym trenerem został Giovanni Valenti, który wspominał, że jedynym celem Super Mario było strzelanie goli, nie lubił podawać. Jak grał ze znajomymi, to zabierał piłkę chłopakom ze swojej drużyny, tylko po to żeby popędzić na bramkę i kolejny raz pokonać bramkarza. Chłopak przerastał swoich rówieśników umiejętnościami, co dobitnie ukazuje fakt, że został poproszony przez prezesa klubu, by strzelał lżej. Balotelli mimo ośmiu lat miał tak silne uderzenie, że mógł zrobić krzywdę innym dzieciakom.
Jego pierwszym sukcesem i drugim według samego zainteresowanego pod względem ważności, było wygranie pucharu „Brescia oggi” – najważniejszego trofeum w tamtejszym regionie. Jedynym osiągnięciem które ceni bardziej, jest zwycięstwo w Champions League.

Mario Balotelli z pucharem za wygranie "Brescia Oggi"

Najmłodszy z Balotellich zaczął zyskiwać rozgłos dzięki swoim umiejętnościom. Jego rodzice zrozumieli, że pora na kolejny krok w karierze i zapisali syna do Lumezzane. Tam, w wieku zaledwie piętnastu lat, zadebiutował w Serie C1. Walter Salvioni – jego ówczesny trener – podkreślał dojrzałość tego nastoletniego chłopaka, powiedział nawet, że na boisku zachowywał się jakby był doświadczonym trzydziestolatkiem. Niestety, już wtedy był wygwizdywany ze względu na kolor skóry. Jak opowiadają jego przyjaciele, był jednym z pierwszych ludzi czarnoskórych w Brescii, więc traktowano i patrzono na niego inaczej. Strasznie cierpiał z tego powodu i nawet szukał sposobów na wybielenie skóry.

W wieku szesnastu lat Mario trafia do Interu, właśnie wtedy, gdy kibice nerazzurrich czekali bez skutku na transfer swojego idola Ronaldo Nazario. Jeszcze nie wiedzieli, że w młodzieżowej kadrze jest chłopak, który szybko skradnie im serca. Najpierw jednak musiał pokazać swoją wartość w Primaverze. Vincenzo Esposito, który trenował wtedy młodzież Interu, dostrzegł w nim niesamowity zapał i ciąg na bramkę. Wystawił Balotelliego w meczu z Milanem, a ten strzelił dwie bramki dające zwycięstwo. Dobre występy i zwycięstwo w młodzieżowym turnieju dały Super Mario przepustkę do pierwszego składu, do którego włączył go Roberto Mancini. Dzięki temu trenerowi siedemnastoletni napastnik Interu zadebiutował w Serie A szesnastego grudnia 2007, wchodząc na boisko w dziewięćdziesiątej minucie spotkania z Cagliari. Piłkarz w późniejszych wywiadach mówił o tym, że jest szczęśliwy z debiutu, ale będzie więcej spotkań. Biła od niego pewność siebie, która była również widoczna w szatni. Zachowywał się jakby był tam od wielu lat, potrafił nawet przyjść wcześniej tylko po to, żeby nasikać kompanom do butów; co szczególnie drażniło Materazziego. Trzy dni po debiucie, Mario wyszedł w pierwszym składzie Interu na pucharowy mecz z Regginą i strzelił dwie bramki. Nieco ponad miesiąc później, Balotelli dostaje kolejną szansę od pierwszej minuty, jest to rewanżowe spotkanie z Juventusem w ćwierćfinale Pucharu Włoch. W pierwszym meczu Inter zremisował 2:2 u siebie, więc piłkarze nerazzurrich musieli dołożyć wszelkich starań, by wygrać jedną bramką lub strzelić co najmniej trzy i zremisować. Z pomocą przyszedł Super Mario, który strzelił dwie bramki, które pozwoliły Interowi wygrać 3:2. Oprócz jego strzeleckich umiejętności, piłkarz pokazał swoją drugą twarz, uderzając łokciem Nicola Legrottaglie. Upiekło mu się wtedy, gdyż sędzia dał mu tylko żółtą kartkę, ale spotkanie mogło się dla niego zakończyć już w piętnastej minucie. To jedna z największych wad tego piłkarza – brak chłodnej głowy. Przez resztę sezonu Mario grał z coraz większą częstotliwością, stając się ważną częścią zespołu z Mediolanu.

Sielankowy okres piłkarza w Interze zakończył nowy trener, Jose Mourinho. Powiedział Włochowi, że jeszcze musi dorosnąć i zostawił go na ławce w meczu Superpucharu Włoch. Portugalczyk szybko wycofał się ze swojej decyzji i sięgnął po Balotellego z ławki, a on strzelił gola. Roma później wyrównała, ale karne wygrali nerazzurri. Jose miał swoje pierwsze trofeum we Włoszech, a przyczynił się do tego ten osiemnastolatek. Mimo to, ich relacja była napięta. Trener nie był do końca zadowolony ze swojego napastnika i często nie brał go do zespołu, odsyłając go do Primavery. Dla Super Mario było to bardzo bolesne, zdarzyło mu się nawet przez to płakać. Ostatecznie, podobnie jak za czasów Manciniego, grał więcej w drugiej części sezonu. W kolejnym roku, tak szczęśliwym dla kibiców Interu, doszło do incydentu, który na zawsze skreślił piłkarza u kibiców nerazzurrich. Po wygranym z Barceloną meczu 3-1, Mario rzucił koszulką w ziemię, nie wytrzymując ciągłych gwizdów w jego stronę. Wystąpił później jedynie w trzech meczach (w tym w Finale Pucharu Włoch, gdzie Totti kopnął go w łydkę), żeby odejść do Manchesteru City, gdzie trenerem był jego boiskowy ojciec Roberto Mancini.

Balotelli rzucający koszulką Interu po meczu z Barceloną na San Siro

Przygodę w City zaczął od strzelenia gola w meczu o awans do Ligi Europy i kontuzji kolana, przez co do grania wrócił dopiero pod koniec października, ale nie przeszkodziło mu to w brylowaniu w angielskich gazetach. Jego samochód odholowano 27 razy, a piłkarz zapłacił w mandatach dziesięć tysięcy funtów; rzucał rzutkami w piłkarzy grających w młodzieżówkach City; dzień przed meczem wychodził o trzeciej nad ranem z klubu ze striptizem; włamał się do kobiecego więzienia i tłumaczył się, że chciał tylko zobaczyć jak tam jest; rozwalił samochód jadąc na trening; często imprezował i dziwił się, że tylu dziennikarzy jest w klubach do których chodzi, nie dawał się przekonać, że to właśnie jego osoba ich tam przyciąga; zatrzymany przez policje i zapytany dlaczego wiezie trzydzieści tysięcy funtów na miejscu pasażera odpowiada: „bo mogę”; dzień przed derbami z Manchesterem United, odpalał fajerwerki w domu, przez co strażacy musieli interweniować, a po całym zajściu został ambasadorem do spraw bezpiecznego obchodzenia się z fajerwerkami przed Dniem Guya Fawkesa.
To właśnie w tamtych derbach, wygranych przez the Citizens 6:1, Mario odsłonił koszulkę z napisem „Why always me?” (Dlaczego zawsze ja?), po strzeleniu bramki na 1:0. Później po faulu na nim Johnny Evans wyleciał z boiska, a Włoch dorzucił drugą bramkę. Mario w pełnej okazałości. Trzeba jednak zauważyć, że gdyby nie Roberto Mancini który traktował go jak syna, Balotelli mógłby szybko zakończyć karierę w niebieskiej części Manchesteru. Nie tylko sprawiał problemy poza boiskiem, ale i na treningach gdzie nie wykazywał się profesjonalizmem, często najzwyczajniej w świecie obijając się. Co przeczyłoby jego słowom o tym, że „daje z siebie wszystko zarówno podczas treningów jak i meczów”. Podczas spotkań natomiast, potrafił wdać się w kłótnie z kolegami z zespołu czy brutalnie faulować rywali. Mimo to, w City zapamiętano Balotellego najbardziej z trzech rzeczy; zabawnej, dobrej i złej.
Pierwszą z nich są problemy z założeniem narzutki treningowej, na nagraniu widać, jak piłkarz nieudolnie próbuje trafić w otwór na głowę. Drugą z nich jest asysta do Aguero dająca mistrzostwo Anglii Manchesterowi City w spotkaniu z QPR. Trzecia zaś, to moment w którym sam Mancini stracił cierpliwość do piłkarza. Było to w spotkaniu towarzyskim przeciwko LA Galaxy dwudziestego siódmego lipca 2011 roku. Mario wyszedł sam na sam z bramkarzem i postanowił uderzyć piętką. Pierwszy do zwrócenia mu uwagi był stojący obok Dzeko, komentatorzy byli zdumieni brakiem szacunku jaki wykazał Balotelli. Wściekły trener City ściągnął swojego podopiecznego z boiska chwilę później. Ostatecznie Super Mario zagrał dla The Citizens w osiemdziesięciu spotkaniach, strzelając w nich trzydzieści bramek. Do Milanu dołączył w zimowym okienku 2013 roku. Zanim przejdziemy do powrotu Mario do Serie A, wrócimy się w czasie i prześledzimy jego historię z kadrą narodową.

Balotelli nigdy nie miał wątpliwości, czuł się Włochem i dla tego kraju chciał grać. Po raz pierwszy w reprezentacji wystąpił dziesiątego sierpnia 2010 w towarzyskim meczu z Wybrzeżem Kości Słoniowej, a w oficjalnym spotkaniu zagrał dopiero drugiego września 2011, wchodząc na ostatnie minuty meczu z Wyspami Owczymi. Prandelli powoli wdrażał napastnika Manchesteru City, a ten strzelił swoją pierwszą bramkę jedenastego listopada 2011 w meczu z Polską. Na następne gole, czekał do Euro 2012.
Początek turnieju był dla Balo ciężki, w pierwszych dwóch meczach zawodził, a wchodzący za niego Di Natale dodawał drużynie animuszu, przez co decydujący mecz o być albo nie być, zaczął z ławki rezerwowych. Wszedł na ostatnie piętnaście minut, mecz był ciągle otwarty, gdyż Włosi prowadzili jedynie 1:0. Właśnie wtedy objawił się jego geniusz, gdy zamienił centrę Diamantiego na gola przewrotką. W ćwierćfinałowym meczu z Anglią zagrał sto dwadzieścia minut i pewnie wykorzystał karnego w serii jedenastek. Na półfinał z Niemcami Super Mario zaprosił swojego pierwszego trenera i bliskiego przyjaciela Giovanniego Valenti, jakby przeczuwając, że będzie to jego mecz; i właśnie taki był. W dwudziestej minucie Balotelli zamienia dośrodkowanie Cassano na bramkę po strzale głową, a szesnaście minut później fantastycznym strzałem pokonuje Neuera po asyście Montolivo i wykonuje cieszynkę, która podbije później Internet. Co przykre, pomeczowy obrazek Mario wtulającego się do swojej wzruszonej mamy, przeszedł znacznie mniejszym echem. Historia Euro 2012 nie ma jednak szczęśliwego zakończenia, w finale Włosi zostali rozbici przez Hiszpanów 4:0. Później Mario grał w kadrze z różnymi skutkami, dorzucając dziewięć goli. Po nieudanych Mistrzostwa Świata w Brazylii, piłkarz czekał cztery lata na powrót do narodowych barw. Ponownie powołał go nie kto inny jak Roberto Mancini.

Mario z mamą Silvią po półfinale z Niemcami.

Gdy trafił do Milanu z City, miał coś do udowodnienia, w Anglii sprawił wiele problemów, a jego wybryki zaczęto nazywać „balotellate”. Przez pierwsze pół roku w Serie A pokazał się z najlepszej strony – trzynaście występów i dwanaście bramek. W następnym sezonie Serie A w trzydziestu spotkaniach trafiał do siatki czternaście razy i asystował przy siedmiu bramkach. Do ogólnego dorobku z tamtego sezonu, dorzucił jeszcze cztery gole i jedną asystę w pucharach. Mimo nie najgorszych liczb we Włoszech, Mario czuł się tam źle, ze względu na to jak był traktowany przez kibiców. Raiola poszedł mu na rękę i załatwił transfer do Liverpoolu. Wraz z powrotem Balo do Anglii, wróciły jego „balotellate”. Najpierw oberwało mu się od Brendana Rodgersa, za wymienienie się koszulkami z Pepe w trakcie przerwy, trener uważał, że powinni zrobić to po meczu. Później został zawieszony na jeden mecz, za wrzucenie na instagrama mema, który został uznany za rasistowski. Balotelli nie odnalazł się w „The Reds”, kończąc przygodę w tym klubie na dwudziestu ośmiu występach (najczęściej wchodząc z ławki), czterech bramkach (tylko jedna w Premier League) i siedmiu żółtych kartkach.
Po nieudanym sezonie na Anfield wrócił w ramach wypożyczenia do Milanu. Jednak jego gra nie była choć trochę podobna do tego, co prezentował przed transferem do Anglii. Dodatkowo męczyły go kontuzje, przez co opuścił piętnaście meczów w tamtym sezonie. Jego sytuacji nie poprawiał również fakt, że Mihajlović narzekał na niego, że jest nieposłuszny i nie zachowuje się z głową. Nic dziwnego, w końcu zawieszono mu prawo jazdy za zbyt szybko jazdę (nie pierwszy raz) i pod koniec sezonu był zamieszany w awanturę w pubie w Brescii. Drugi pobyt w Milanie zakończył z trzema bramkami na koncie, w tym dwiema w Pucharze Włoch.

Jasne było więc, że Milan nie weźmie go z powrotem, ale Liverpool też go nie chciał, więc piłkarz dostał wolną rękę, w sprawie szukania klubu. Z pomocą swojego agenta już nie Super Mario trafił do Nicei. Jej prezes – Jean-Pierre Rivere wiedział co go może czekać z nieprzewidywalnym Włochem, więc podpisał z nim kontrakt na rok.
Pomimo problemów z dyscypliną (trzy czerwone kartki, w tym dwie bezpośrednie) i kontuzjami (opuścił dziewięć spotkań) Balotelli zaliczył udany sezon, strzelając piętnaście bramek w Ligue 1 w dwudziestu trzech meczach. Zadowolony z jego występów Rivere, postanowił przedłużyć kontrakt Balotellego. W kolejnym roku zmagań we Francji Balo znów błyszczał. W lidze strzelił osiemnaście bramek, dorzucając sześć w Lidze Europy. Znów uwaga była skupiona na Super Mario i jego historia z Niceą miała dobiec końca latem 2018. Nie dane mu było jednak odejść, gdyż klub nie dogadał się z Marsylią, a przez to że był pewny transferu, nie trenował z zespołem przygotowującym się do sezonu i miał sporą nadwagę. Te czynniki sprawiły, że źle wszedł w sezon, co potęgowało jego napięcie z nowym trenerem – Patrickiem Vierą. Ostatecznie włoski napastnik zagrał w dziesięciu spotkaniach, nie strzelając żadnej bramki. W klubie zapowiedzieli, że nie przedłużą z nim kontraktu, więc zimą Balo przeniósł się do Marsylii. Tam w piętnastu meczach strzelił osiem bramek, ale na tym skończyła się jego przygoda we Francji. Lucian Favre, trener który odbudował Super Mario, podkreśla to, co wspominał już Mihajlović. „Problemem Balotellego jest to, że nie zawsze robi to, o co go prosisz. Szkoda, ale nie wierzę, że mógłby kiedykolwiek wrócić na najwyższy poziom”.

Na najwyższy poziom może nie wrócił, ale do domu już tak; Mario po okresie we Francji przeszedł do Brescii. Niestety we Włoszech z każdym rokiem jest coraz gorzej i piłkarz ciągle jest atakowany ze względu na kolor skóry, a wypowiedzi jego prezesa wcale nie pomagają. Massimo Cellino w jednym z wywiadów powiedział: „Balotelli jest czarny, ale stara się rozjaśnić. Tylko sprawia mu to trudności”. Jeśli zestawimy to z wypowiedziami jego przyjaciół o tym, że za dzieciaka Mario chciał sobie wybielić skórę, przez to jak był traktowany, można tylko współczuć piłkarzowi. Odrzucając na bok rasizm we Włoszech, można zauważyć, że piłkarz odnalazł się w klubie. Może nie strzela jak kiedyś – aktualnie ma pięć bramek w dziewiętnastu występach – ale jest blisko domu i ostatnie cztery mecze przed zawieszeniem ligi grał z opaską kapitana na ramieniu. Co było dla niego ważnym momentem, gdyż pierwszy raz w karierze dostał takie wyróżnienie.

Balotelli jest kontrowersyjną postacią i pod wieloma względami nie warto brać z niego przykładu, ale jest to chłopak o dobrym sercu. Tak, popełnił wiele błędów, ale ponosił za nie konsekwencje, często nieadekwatne do czynu. Balotellemu pozostaje jedynie życzyć sukcesów po odwieszeniu ligi. Ma „dopiero” trzydzieści lat, więc jeszcze może wiele osiągnąć we Włoszech, co pokazywali tacy napastnicy jak Luca Toni, Fabio Quagliarella czy  Francesco Totti.

Dwie twarze Balotellego fot. sport.tvp.pl

Michał Ratuszniak

Kibic Romy od dziecięcych lat. Pasją do włoskiej piłki zaraził mnie Tata, teraz ja zarażę was.

Great! You've successfully subscribed.
Great! Next, complete checkout for full access.
Welcome back! You've successfully signed in.
Success! Your account is fully activated, you now have access to all content.