Felipe Caicedo - bohater z drugiego szeregu

Felieton cze 23, 2020

Jest środa, przyjemne wakacyjne popołudnie. Niby wszystko pięknie, siedzę na balkonie i dopijam swoją kawę. Siedzę i myślę... co dzieje się z polską piłką. Poprzedniego wieczoru bowiem Legia dostaje srogi łomot od kazachskiej Astany.

Ten kto mocniej śledzi piłkę, gdzieś tam przeczuwał, że to nie będzie łatwy pojedynek. Ale 3:1? I to po takiej grze? Pamiętam jak dziś błąkającego się po boisku Pazdana i Jędrzejczyka, pamiętam Armando Sadiku, który grzmiał w mediach, że jest jak Lamborghini zamkniętym w garażu.

Dobra, ale dlaczego wspominam ten mecz, gdy w tytule mowa o sympatycznym Ekwadorczyku? By pokazać wam jaki świat futbolu jest przewrotny, jak bardzo jest złożony i jak wszystko w nim jest ze sobą powiązane.

Przejdźmy zatem do konkretów. 27 dzień lipca, 2017 roku, dzień po bolesnej klęsce “Wojskowych” polska i hiszpańska prasa rozpisuje się o upadku rozmów, 28-letniego wtedy Felipe Caicedo z mistrzem Polski, Legią Warszawa. Ekwadorczyk był przemierzany do stołecznej drużyny, gdyż w ekipie Jacka Magiery mocno zawodził wspominany Sadiku, a Michał Kucharczyk i Cristian Pasquato umówmy się, nie byli typowymi “dziewiątkami”.

Transfer miał mieć dosyć złożoną formułę. Do Espanyolu, gdzie wówczas grał bohater naszego artykułu miał powędrować Armando “Lamorghini” Sadiku oraz 800 tysięcy euro + zmienne. Zależne od tego do jakiej fazy europejskich pucharów dojdzie Legia.

W gwoli ścisłości dodam, że to nie było tak że tylko Legia miała chrapkę na Caicedo. W grze również była Atalanta, Watford oraz kilka mniej znanych, ale bogatych drużyn z Azji.

Jednak, gdy okazało się że ekipa Jacka Magiery odpadła w meczu o fazę grupową z Tyraspolem, rozmowy zostały zerwane, a włodarze Espanyolu zaprzeczyli by taka oferta kiedykolwiek była.

Caicedo wydawał się piłkarzem wiecznie zagubionym, jeśli chodzi o jego sportowe cele. Nie można było mu zarzucić braku zaangażowania w treningi, walki na meczach, czy szeroko rozumianej chęci rozwoju. Po prostu ważne było dla niego, żeby nie powiedzieć kluczowe, jak będzie się czuł w danym mieście, klubie, kulturze, środowisku. Jeśli coś było nie tak, zawodził.

Ekwadorczyk w 2017 roku bowiem, był po epizodach w Manchesterze City, Levante, Maladze, Lokomotivie Moskwa, czy Emirackim Al.-Abuei. Do tego Basel gdzie zaczynał swoją europejską karierę. Mimo że Felipe wszędzie strzelał gole, nie wszędzie byli z niego zadowoleni. Aż do 31 sierpnia, gdy nieoczekiwanie ofertę złożyło Lazio Rzym. A 2 sierpnia zawodnik już podpisywał kontrakt w stolicy Italii.

Przyjście czarnoskórego piłkarza nie odbiło się dużym echem we Włoszech, bo czymże jest transfer 28-latka za 2,5 miliona euro? Ruch na typowe “domknięcie składu”. Koniec historii.

Za parę tygodni miną trzy lata od sprowadzenia Caicedo na Stadio Olimpico. Napastnik przez ten czas zagrał w barwach Aquille równo sto razy, w których zanotował 23 trafienia i czternaście razy asystował.

Niedużo? Może i tak, ale weźmy pod uwagę to, że Caicedo już teraz ma 31 lat, o skład walczy z samym Ciro Immobile i Joaquinem Correą, przez co nie rozegrał nawet połowy możliwych do rozegrania minut.

Ale to mu nie przeszkadza, by być w Rzymie uwielbianym. Miły, skromny chłopak, z Quito który po prostu chciał grać w piłkę. Facet, który nigdy nie eksponował swoich zarobków, po przez szybkie samochody, nigdy się nie obrażał, gdy nie grał. Okazało się, że najlepiej będzie mu się grało wśród "Biancocelestich".

To chłopak, na którego zawsze mogą liczyć w Rzymie, piekielnie skuteczny rezerwowy, użyteczny we własnym polu karnym, groźny w powietrzu. To sprawiało, że niejednokrotnie ratował tyłek trenerom Lazio i wprowadzał w ekstazę kibiców ze stolicy w końcówkach meczów.

Aż strach pomyśleć, że ten pan mógł już dawno odcinać kupony w Katarze, albo co gorsza wrócić do Ekwadoru po nieudanej przygodzie w Polsce. Gdyby tylko Legia ograła mistrza Mołdawii...

To jest właśnie futbol. To jest właśnie sport. Dziś Caicedo nie jest gwiazdą, nigdy nią nie był i nigdy nie będzie. Za to jest bohaterem, z którego pewnie wielu sympatyków Lazio, jeszcze sobie nie zdaje sprawy. Jest bohaterem z drugiego szeregu.

Great! You've successfully subscribed.
Great! Next, complete checkout for full access.
Welcome back! You've successfully signed in.
Success! Your account is fully activated, you now have access to all content.