Koulibaly i Napoli - miłość na dobre i na złe

Artykuł cze 27, 2022

Niektórzy piłkarze bardziej przywiązują się do ludzi i miejsc, w których grają w trakcie kariery, inni mniej. Bezwzględnie do tej pierwszej kategorii należy Kalidou Koulibaly, który w Napoli występuje nieprzerwanie od 2014 roku, a przez neapolitańczyków traktowany jest jak jeden z nich. Teraz, na rok przed wygaśnięciem kontraktu, jego przyszłość stanęła pod znakiem zapytania. Wątpliwości krążących wokół Senegalczyka nikt nie rozwieje lepiej niż on sam.

Lato 2021 roku może być dla Napoli czasem pożegnań z niebywale zasłużonymi dla tego klubu postaciami. Pewne jest już odejście kapitana i drugiego najlepszego strzelca w jego historii, Lorenzo Insigne, który powędruje do Toronto FC i będzie występował w MLS. Wciąż nieznana pozostaje natomiast przyszłość Driesa Mertensa, czyli najlepszego snajpera w dziejach drużyny spod Wezuwiusza, a pozostania w stolicy Kampanii pewni nie mogą być także Piotr Zieliński czy Fabián Ruiz. W przestrzeni medialnej nie brakuje również plotek o potencjalnym odejściu Kalidou Koulibaly'ego, ulubieńca neapolitańskiej publiczności i niekwestionowanego szefa bloku defensywnego.

Neapolitańska rewolucja

31-latek udzielił wywiadu stacji BBC Sport Africa, w którym opowiedział o ubiegłym sezonie w wykonaniu ekipy z południa Italii oraz o swojej relacji z neapolitańskimi kibicami. Pogłoski o małej rewolucji, jaka już niebawem może mieć miejsce na Stadio Diego Armando Maradona, wcale nie mijają się z prawdą, bo świadomość tego, że kilku graczy odejdzie z zespołu, mają sami zawodnicy. - Stracimy też kilku piłkarzy - niektórzy z nich odejdą, kontrakty niektórych dobiegają końca. Więc zobaczymy, co się wydarzy, ale świadomość, że będziemy w Lidze Mistrzów pomoże nam odpowiednio się do tego przygotować - powiedział Koulibaly.

W kampanii 2021/22 Napoli przez bardzo długi czas na poważnie liczyło się w walce o mistrzostwo Włoch, ale po raz kolejny skończyło się tylko na marzeniach. Od startu nowych rozgrywek nadzieje na triumf po tylu latach oczekiwania (po raz ostatni Neapol był domem dla scudetto w 1990 roku) znów ożyją, w związku z czym wzmocnienia są nieodzowne.

Jak do tej pory, w kontekście potencjalnych transferów przychodzących, wymieniało się kandydatury Federico Bernardeschiego, Leo Østigårda, Mattiasa Svanberga, Gerarda Deulofeu, a nawet Jakuba Kiwiora. Dopięte na ostatni guzik już w tym momencie są transakcje z udziałem Mathíasa Olivery (transfer za 11 milionów euro z Getafe), Khvichy Kvaratskhelii (transfer za 10 milionów euro z Dinamo Batumi) oraz definitywne wykupienie za 15 milionów euro z Fulham André-Franka Zambo Anguissy. Co sądzi o tym Koulibaly? - W nadchodzącym sezonie zajdzie kilka zmian. Wiem o tym, że Napoli zrobi wszystko, żeby znów liczyć się w walce o tytuł mistrzowski.

Miało być scudetto, pozostał wstyd i ból

Napoli imponowało formą zwłaszcza jesienią. To wtedy podopieczni Luciano Spallettiego wyrośli na jednego z głównych faworytów do mistrzostwa i niemal do samego końca dotrzymywali kroku dwóm gigantom z Mediolanu. No właśnie - niemal. Po raz kolejny czegoś zabrakło. W końcówce „Partenopei” zaczęli przegrywać kluczowe spotkania. Najpierw w 28. kolejce ulegli Milanowi, później w 32. przegrali z Fiorentiną, a na koniec, w 34. serii gier, w dramatycznych okolicznościach doznali klęski w starciu z Empoli, czym praktycznie całkowicie przekreślili swoje szanse na tytuł. Koulibaly nie ukrywał, że to kolejne niepowodzenie w Serie A pozostaje zadrą w jego sercu. - Nie mogę powiedzieć, że jestem całkowicie szczęśliwy, ponieważ wyścig o mistrzostwo był dla nas czymś ważnym, ale nie daliśmy rady zdobyć punktów, których potrzebowaliśmy do zwycięstwa.

Zawodnicy Napoli odczuwali na swoich barkach piętno odpowiedzialności i niewykorzystanej szansy. Zawód lokalnej społeczności był najzwyczajniej w świecie boleśnie zauważalny. Lider formacji obronnej „Azzurrich” nie przebierał w słowach i przyznał, że postawa i styl, w jakim drużyna poległa w mistrzowskim wyścigu, to po prostu wstyd. - Kibice byli trochę niezadowoleni, ponieważ wymagali od nas, żebyśmy walczyli o tytuł. Biorąc pod uwagę fakt, że mamy świetnych fanów, to wstyd i to naprawdę boli. Mogło nam pójść lepiej, ale możemy być zadowoleni, że w przyszłym sezonie zagramy w Lidze Mistrzów.

Ale to już było...

Zabrzmi to nieco ironicznie, ale Napoli posiada doświadczenie w wykładaniu się dosłownie kilka metrów przed metą. Podobnie rzecz wyglądała w sezonie 2017/18. Wówczas podopieczni Maurizio Sarriego w 34. serii gier mierzyli się z Juventusem. „Azzurri” pokonali „Starą Damę” na Allianz Stadium 1:0 po golu strzelonym przez Koulibaly'ego w 90. minucie, czym, jak się wtedy wydawało, otworzyli sobie autostradę do upragnionego scudetto. Neapol oszalał. Niektórzy nawet - na pamiątkę tego wiekopomnego wydarzenia - wytatuowali sobie datę, nazwisko strzelca i minutę, w której padła bramka.

O ile senegalski obrońca już jest ikoną Napoli, o tyle ta sytuacja postawiła go przed szansą stania się nawet kimś więcej, kimś na miarę piłkarskiego boga. To miało być to trafienie, które na zawsze zapisze się w klubowych annałach. Jednakże późniejsza pamiętna i jakże sromotna porażka z Fiorentiną po hat-tricku Giovanniego Simeone oraz remis z Torino przekreśliły szanse na końcowy triumf.

Mały kraj, wielkie uczucie

Były zawodnik KRC Genk podzielił się swoimi wrażeniami związanymi z grą dla takiego klubu jak Napoli, który dla mieszkańców miasta jest niczym najważniejsza w życiu świętość. Obcowanie z takim środowiskiem wymaga wyjątkowej pokory, odpowiedzialności i zrozumienia wartości, jakie się reprezentuje. - Kiedy grasz dla Napoli, grasz dla małego kraju i nie możesz o tym zapominać. Oni kochają swój futbol, kochają swój klub i kochają swoje barwy.

„K2” jest ulubieńcem trybun na Stadio Diego Armando Maradona, postacią wręcz pomnikową i chyba żaden sympatyk „Azzurrich”, a już na pewno zdecydowana ich większość, nie wyobraża sobie drużyny bez niego. Ze względu na jego charakter, pogodę ducha i etos pracy tak naprawdę nie da się go nie lubić. Choć w poprzednim sezonie Napoli koniec końców zawiodło i mimo mistrzowskich aspiracji zajęło dopiero trzecie miejsce, to do spółki z Milanem mogło pochwalić się najlepszą defensywą w całej ligowej stawce (31 straconych goli). Raczej nie trzeba nikogo przekonywać, jak ogromną rolę w tak nienagannym funkcjonowaniu formacji obronnej odegrał 57-krotny reprezentant „Lwów Terangi”.

Senegalczyk przesiąknięty Neapolem

Doniesienia o możliwości zmiany barw klubowych przez urodzonego we francuskim Saint-Dié-des-Vosges defensora spowodowały u nich niemały frasunek. Szczególnie, gdy zaczęło się mówić o zainteresowaniu Juventusu. Ale wnioskując po wypowiedziach 31-latka, raczej nie kwapi się on do opuszczenia Neapolu, nie wspominając nawet o możliwości odejścia do znienawidzonego przez fanów Napoli Juve. - Jest tu dużo miłości. Oni mnie doceniają, ja odwdzięczam się im tym samym i wiedzą, że na boisku daję z siebie wszystko dla nich. Kiedy rozgrywasz mecz i wszyscy skandują twoje imię, to jest wspaniałe uczucie. Możemy powiedzieć, że ja tutaj dorastałem i moje dzieci tutaj przyszły na świat, więc łączy mnie naprawdę wyjątkowa więź z mieszkańcami Neapolu.

Koulibaly wie i czuje, że jest kochany przez neapolitańczyków i Neapol, który przyjął go jak syna. Zdaje sobie sprawę, że odchodząc, złamałby tysiące serc i raz na zawsze przekreślił cały swój dorobek w błękitnym trykocie, na który pracował przez te wszystkie lata. Kibice szanują go na tyle, że wyrazili to nawet po tegorocznym triumfie reprezentacji Senegalu w Pucharze Narodów Afryki. - Kiedy pojechałem na Puchar Narodów Afryki, wziąłem ze sobą małą część Napoli, ponieważ oni są pierwszymi kibicami Senegalu. Gdy wygraliśmy turniej, otrzymałem mnóstwo wiadomości od fanów Napoli na mediach społecznościowych. Jestem naprawdę szczęśliwy z powodu tej wyjątkowej relacji.

„Bianconeri” muszą obejść się smakiem

Jeśli wierzyć doniesieniom włoskich mediów, a konkretnie TUTTOmercatoWEB, to Koulibaly wykazał się wobec Napoli niespotykaną w dzisiejszych czasach lojalnością. Mianowicie - po otrzymaniu oferty ze strony Juventusu Senegalczyk ją odrzucił i poinformował o tym Aurelio De Laurentiisa. Rosły stoper nie wyobraża sobie swoich przenosin do Turynu ze względu na zbyt duży szacunek, jakim darzy neapolitańskich tifosich. Zresztą, w październiku ubiegłego roku Koulibaly w rozmowie z „Area Napoli” przyznał, że jeżeli kiedykolwiek zdecyduje się na odejście z Napoli, zrobi to tylko dla trzech drużyn: Manchesteru City Pepa Guardioli, Realu Madryt i ewentualnie Barcelony. Tyle. O Juve nie było ani słowa. I nie będzie. On sam jeszcze niedawno mówił, że chce, żeby jego przyszłość wyjaśniła się możliwie jak najszybciej, a teraz jego stanowisko jest klarowne - kontynuowanie kariery pod Wezuwiuszem to priorytet, więc czeka na propozycję nowej umowy. Piłka znajduje się po stronie De Laurentiisa.

Wstawienie do gabloty czegoś oprócz Coppa Italia (najlepiej żeby było to scudetto) jest zapewne wielką ambicją stopera i jednym z czynników, które skłaniają go do pozostania w Neapolu. To miasto stało się jego domem i on sam chciałby odwdzięczyć się jego mieszkańcom za tę wyjątkową relację, której znaczenie bardzo często podkreśla. - Kiedy moi przyjaciele lub bracia przylatują do Neapolu, są witani w tak dobry sposób. Jest coś wyjątkowego pomiędzy nimi [mieszkańcami miasta - przyp. red.] a mną.

Ze 100-procentowymi deklaracjami należy się jeszcze wstrzymać, pamiętajmy, że całkiem niedawno Franck Kessié w wywiadzie dla „La Gazzetta dello Sport” też deklarował miłość do Milanu i chęć pozostania na San Siro, ale wiele wskazuje na to, że tym razem nie będziemy mieli do czynienia z kolejnym pokazem totalnego braku przywiązania do klubowych barw. Indywidualny dorobek Kalidou Koulibaly'ego w koszulce Napoli, na który składają się 317 występów we wszystkich rozgrywkach, 14 goli i 8 asyst, ma prawo robić wrażenie. Wolą Senegalczyka jest wyśrubowanie go do maksimum. Dobrze, że są jeszcze na tym świecie piłkarze, którzy w swoich wyborach nie kierują się tylko i wyłącznie zapachem zielonych.

Koulibaly zostaje albo dymisja

Fani Napoli mają jeszcze jeden powód do bycia spokojnym o przyszłość swojego pupila. Mianowicie - mają w tym temacie wielkiego orędownika w osobie Luciano Spallettiego, który kilka dni temu na łamach „Corriere dello Sport” powiedział, że sekundę po odejściu z klubu Koulibaly'ego on poda się do dymisji. Można więc uznać to za swego rodzaju groźbę wobec ekscentrycznego właściciela „Azzurrich”. Popularny Spall nie gryzie się w język i w tym przypadku znowu to udowodnił.

Jeśli poskutkuje to pozostaniem Kalidou Koulibaly'ego pod Wezuwiuszem i przedłużeniem wygasającego 30 czerwca 2023 roku kontraktu, to nikt nie będzie miał najmniejszych pretensji do 63-letniego szkoleniowca. Wręcz przeciwnie. Zaskarbi sobie całe grono wdzięcznych. W takiej sytuacji nie masz pan wyjścia, panie De Laurentiis.

Kalidou musi zostać.

Jakub Glibowski

Widzę świat w bieli⚪️ oraz czerwieni i czerni🔴⚫️. Calcio. La Liga. Zlatan Ibrahimović. Sergio Ramos. Wyznaję kult "Joga Bonito". Dobry film, dobra książka. Felieton, komentarz, dyskusja.

Great! You've successfully subscribed.
Great! Next, complete checkout for full access.
Welcome back! You've successfully signed in.
Success! Your account is fully activated, you now have access to all content.