Grecka tragedia w Neapolu

SSC Napoli kwi 22, 2021

W lipcu 2019 roku Napoli ogłosiło transfer Kostasa Manolasa, na którego oficjalnie wydało 36 milionów euro. Częścią tej transakcji był Amadou Diawara, wyceniony na 21 milionów euro, którego „Partenopei” pozbyli się bez żalu. Rzeczywisty koszt sprowadzenia Greka był więc naprawdę niski i na papierze wyglądał na majstersztyk.

Manolas w momencie transferu był uznawany za jednego z najlepszych stoperów w lidze. Podczas każdego mercato pytały o niego największe marki w Europie. Kibice Romy czuli, że ich klub nie będzie w stanie dłużej odpierać ataków gigantów. Każdy podświadomie pogodził się z utratą Greka, który był uwielbiany przez fanów po legendarnym golu strzelonym Barcelonie. Jednak tego, że trafi akurat do Napoli nikt nie mógł przewidzieć.

- Gdy Kostas Manolas był łączony z Napoli, pomyślałem, że to kolejna typowa, włoska plotka dziennikarska. Napoli i Roma to kluby na podobnym poziomie, z lepszymi perspektywami dla ekipy ze stolicy. Nie za bardzo widziałem więc powód, dla którego Grek miałby się zdecydować na przenosiny do Neapolu. Regularnie wszak łączony był z transferem do Juventusu czy Premier League. Jak się jednak okazało, Napoli udało się wykorzystać sytuację, przy okazji pozbywając się niechcianego Amadou Diawary, który nigdy w Napoli nie nawiązał do świetnych występów z Bolonii. Na papierze był to genialny ruch – wspomina swoje odczucia dotyczące tego transferu Bartek Szulga z Polsatu Sport, prywatnie kibic Napoli.

Pod Wezuwiuszem Manolas stworzył parę obrońców z Kalidou Kolibalym. Ten duet miał potencjał, żeby aspirować do miana najlepszej defensywy ligi. Pozostałe kluby Serie A otrzymały jasny sygnał, że Napoli na poważnie włącza się do walki o Scudetto. Do tej pory na wyciągnięcie gwiazd bezpośrednich rywali pozwalał sobie tylko Juventus.

Grecko-senegalski blok obronny miał być gwarancją solidności, jednak po niemal dwóch latach wspólnej gry nadal nie możemy mówić o idealnej współpracy. Oczywiście zdarzają się mecze, w których Manolas i Koulibaly tworzą mur nie do zburzenia, ale zaliczyli dużo rozczarowujących występów. Za dużo. Jakie są przyczyny takiej sytuacji?

- Złożyło się na to wiele czynników. Pierwszy - przez lata K2 tworzył duet z Raulem Albiolem, a Manolas jest piłkarzem nieco inaczej grającym niż Hiszpan. Drugi - kontuzje. Trzeci - Koulibaly również ma za sobą kiepski sezon 2019/2020, więc jest w tym również trochę jego "winy". Z pewnością Manolas zupełnie inaczej wyglądałby w Napoli prowadzonym przez Maurizio Sarriego - poukładanym, mającym wypracowane schematy, w dobrej formie. Inaczej z kolei, gdy najpierw klub "chwilę" prowadził Carlo Ancelotti, teraz dochodzi zamieszanie z Gennaro Gattuso, a za moment będzie miał w Napoli trzeciego trenera – ocenia Szulga.

Manolas jest cieniem samego siebie. Grecki wojownik w barwach Romy był odwzorowaniem gladiatora, liderem defensywy. W kwietniu 2018 podniósł „Giallorossich” z ruin. Teraz to samo musi zrobić ze swoją karierą, która mocno wyhamowała. Jego pobyt w zespole ze Stadio Diego Armando Maradona  nie należy do udanych i musi znaleźć rozwiązanie, żeby odbudować się na kilka ostatnich lat kariery. Przyszłość Manolasa pod Wezuwiuszem jest jednak wielką niewiadomą.

- Wygląda na to, że głównym problemem Manolasa w Napoli jest to, co w Romie, czyli regularne, teoretycznie mało poważne kontuzje. A to naderwanie, a to stłuczenie żebra, a to jeszcze coś innego. Przez to Grek nie jest w stanie ustabilizować formy i na dłuższą metę nie jest pewnym punktem defensywy. Albo inaczej - nie jest tak pewnym punktem defensywy, jak miało to miejsce w Romie. Raz gra świetnie, innym razem popełnia głupie błędy i wygląda jak stoper z okręgówki. Jeśli Napoli nie awansuje do Ligi Mistrzów, klub zapewne czeka spora przebudowa. Zmiana trenera - na pewno. Ale też zmiany w składzie. Możliwe, że odejdzie Koulibaly, a nie zdziwi mnie także transfer sporo zarabiającego Manolasa na przykład do jednego z angielskich klubów. Trudno więc oceniać perspektywy jednego piłkarza (Manolasa), skoro przyszłość całej drużyny stoi pod sporym znakiem zapytania – podsumowuje ekspert Polsatu Sport.

Marcin Ostrowski

Pasjonat włoskiej piłki. Kibic Romy. Fanatyk unikatowych piłkarzy. Miłośnik Radji Nainggolana.

Great! You've successfully subscribed.
Great! Next, complete checkout for full access.
Welcome back! You've successfully signed in.
Success! Your account is fully activated, you now have access to all content.